Rozdział 55. Forever free.
Obudziłam się około 16 następnego dnia. Saul już nie spał, gładził opuszkami palców moje odkryte plecy. -Jak ci się spało aniołku?- zapytał seksownym tonem i musnął mój policzek -Sam wiesz najlepiej, diabełku…- wymruczałam jakby przez sen i zmrużyłam oczy -Uwielbiam kiedy to robisz.- dodał i wpił się w moje usta. –Jeśli pozwolisz to pójdę zrobić ci śniadanie, bo mnie przynajmniej, żołądek przyrasta już do kręgosłupa…- powiedział z uśmiechem, a ja tylko pokiwałam głową i przewróciłam się na drugi bok naciągając na głowę poduszkę. Slash mocno klepnął mnie w tyłek na co ja wydałam z siebie głośny pisk stłumiony przez puchową poduchę, a chwilę później wyszedł z pokoju. Po kilku minutach postanowiłam wstać i obejrzeć w końcu resztę domu. Nie wiem gdzie są wszystkie moje rzeczy, a więc naciągnęłam na siebie koszulę Slasha z oderwanym prawym rękawem i zeszłam po schodach na dół. Weszłam do kuchni i poczułam silny zapach świeżego pieczywa. Slash stał tyłem do mnie, w samych bo...