Rozdział 67. Don't cry, baby.
Slash O kurwa - to chyba wystarczający komentarz na opisanie zaistniałej sytuacji. W końcu moja Michelle zasnęła, na reszcie nie płacze. Każda jej łza sprawia, że czuję się coraz bardziej za nią odpowiedzialny. Czuję się strasznie ze świadomością, że jej rodzice tak po prostu odeszli, mimo, że to nie moi to i tak jest mi ich cholernie szkoda, przecież to byli spoko ludzie… Postanowiłem w końcu wstać z tej zimnej podłogi, bo już mnie tyłek rozbolał od tego siedzenia. Ostrożnie podniosłem się na równe nogi, tak żeby nie obudzić Michelle i idąc powolnym krokiem na górę, zaniosłem ją do sypialni. Odchyliłem kawałek kołdry i delikatnie ułożyłem Michelle na materacu. Szczelnie okryłem ją pościelą i pocałowałem w czoło. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Z mokrymi włosami wróciłem do sypialni i bezszelestnie wsunąłem się tuż obok mojej drobnej kobiety. Michelle leżała w tej samej pozycji po prawej st...