Rozdział 68. Never gonna be alone.
Michelle Siedzieliśmy w milczeniu. Slash prowadził Challengera jak wariat, jednak mnie to nie przeszkadzało. Podpierałam głowę na ręce i myślałam. Wspominałam niektóre momenty spędzone z rodzicami, nawet udało mi się opanować płacz. Tylko czasem po moich policzkach spływały pojedyncze łezki. Nawet nic nie musiałam mówić, Saul od razu pojechał w kierunku Kansas. Byłam wdzięczna losowi za to, że miałam chociaż jego. Co jakiś czas pociągałam nosem. W końcu postanowiłam przerwać to milczenie, które mimo wszystko nie było uciążliwe. Czasem dobrze jest tak posiedzieć i pomilczeć, można przynajmniej ochłonąć. Wyciągnęłam rękę w stronę radia i włączyłam pierwszy lepszy kanał. Rozbrzmiało Too Late For Love . Moja dolna warga zaczęła drżeć, nie ma co, ja to mam szczęście do takich piosenek w takich chwilach. Slash zauważył, że coś jest nie tak i natychmiast wyłączył radio. Zaczęłam głęboko oddychać....