Rozdział 81. Bond.
Michelle Siedziałam w moim kąciku na dole i zastanawiałam się nad ostatnim rozdziałem mojej książki, która miała okazać się debiutancka. Niecodziennie miałam taką ochotę i wenę na pisanie tych strasznych rzeczy , jak to ujął Slash. Właśnie rozpoczynałam świetny wątek, w którym występować miał wysoki szatyn z czarnymi oczami, który miał być seryjnym mordercą. Nagle całą moją groźną aurę rozpuścił śmiech Jimiego. Natychmiast oderwałam się od komputera i zaczęłam łaskotać maleństwo. Delikatnie wodziłam palcami po brzuszku maleństwa i w końcu mogłam się nacieszyć jego przesłodkim śmiechem. -Michelle?!- usłyszałam głośny i lekko niecierpliwy krzyk Saula. Nie musiałam nic odpowiadać, bo już po kilku sekundach Mulat wpadł do pokoju, jak burza. -Jiiimi!- powiedział, w tempie błyskawicy zmieniając ton głosu. Zaczął podnosić malucha, robić mu samolociki i wszystko inne, czego tylko Jimi mógł chcieć. -Coś się stało, czy po prostu stęs...