Posty

Rozdział 115. Baby, please don't go

Z dedykacją dla Marry ♥ "Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczuciem."                Taksówka przyjechała w kilka minut. Jimi bez przerwy zadawał pytania, lecz jego mama na niektóre wolała nie odpowiadać. Kierowca zapakował torby do bagażnika i szybko ruszył w kierunku lotniska. Chelle mocno ściskała rączkę Jimiego, jakby bojąc się, że ktoś mógłby go jej odebrać. Z drugiej strony wiedziała, że na to nie pozwoli. Mijając kolejne budynki, czuła coraz większe nerwy. Słońce padało na drzewa, których cienie przysłaniały ludzi krążących po ulicach. - Należy się 16$ - zakomunikował kierowca, zatrzymawszy auto na pasie dla taksówek. Brunetka zapłaciła, a mężczyzna pomógł jej wyciągnąć torby - Polecam się na przyszłość - dodał miłym tonem i odjechał.                 Wedłu...

Zawieszam ;_;

Jw. Przepraszam, ale jestem w szkole, która wymaga znacznie więcej niż poprzednia i już po pierwszym dniu widzę, że nie dam rady prowadzić jeszcze bloga. Przy ilości zajęć dodatkowych czy też liczbie lektur i już zaplanowanych esejów do napisania nie ma szans na wolną chwilę, którą mogłabym przeznaczyć na pisanie. Szkoda, bo akurat miałam stworzyć ostatnie, rozstrzygające rozdziały i bardzo żałuję, że będziecie musieli czekać prawdopodobnie do świąt albo i ferii... Mam nadzieję, że uzbroicie się w cierpliwość, a kiedy powrócę z pięknie rozwiniętym przez utwory Szekspira i Sofoklesa słownictwem, wciąż będziecie tak aktywnie komentować i odwiedzać tego bloga. Wrócę, to pewne. Żegnam się z Wami z łezką w oku, Reverie (Michelle.) P.S. Z całego serca dziękuję za nominowanie mojego bloga do Libster Blog Award!

Rozdział 114. This is not for me

"Czy tylko oszukuję siebie, że ona przerwie ból? Żyjąc bez niej, oszaleję."                Nie mogły długo rozmawiać, bo obecność Slasha w tym samym budynku była krępująca. Michelle obiecała, że zadzwoni jak najszybciej będzie to możliwe. Brunetka odłożyła telefon na miejsce w chwili, gdy owinięty ręcznikiem Slash wrócił do sypialni. - Z kim rozmawiałaś? - zapytał, susząc włosy drugim ręcznikiem. - Z Kate - warknęła, chcąc by jak najszybciej dał jej spokój. - I co jej powiedziałaś? - Usiadł na skraju łóżka, gdy naciągała na siebie kołdrę. - Nic - wyszeptała, odwracając wzrok - Jest w ciąży - mruknęła po chwili. Hudson nie chciał wiedzieć nic więcej. Wstał i szybko się ubrał. - O siedemnastej wychodzimy na bankiet. Idź do fryzjera i kup sobie jakąś kieckę - mruknął, rzucając jej nieduży plik pieniędzy na łóżko. - Mam swoje... - odparła, zapalając papierosa. - Nie masz - Uśmiechnął się z drwin...

Rozdział 113. Owner of a broken heart

Gorąco zapraszam do odwiedzenia dwóch świetnych blogów, które znajdziecie pod poniższymi adresami: onbrokenwingsimfalling.blogspot.com howcoulditbeshemightbemine.blogspot.com Wielbiciele Queen, Slasha i młodego Guns N' Roses z pewnością znajdą tam coś dla siebie. Czytajcie, komentujcie, wyrażajcie opinię! A rozdział, choć w niektórych fragmentach dość...brutalny, dedykuję kochanej Michelle Rose , która motywuje mnie do pisania jak nikt inny ♥.♥ *** "Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują naszej miłości."   13.08.1996 r. Los Angeles, CA, 17:36                Dryń! Dryń! Jęknął pod nosem, zasłaniając głowę kocem. Dryń! Dryń! Co jest...? pomyślał, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego kto dzwoni. Zerwał się z łóżka i zbiegł na dół, potykając się o swoje długie nogi. Szarpnął za słuchawkę i usłyszał monotonny męski głos. - Pan McKagan, zgadza się? - Tak, to ja. - Zgła...